Banalne zło i głębokie dobro. Hannah Arendt i przypadek Józefa Ulmy

Znów to usłyszałam w bardzo rozsądnym gronie towarzyskim: dlaczego Józef Ulma zaryzykował życie swoich sześciorga dzieci, ukrywając przed Niemcami Żydów. I czy go za to podziwiać, czy raczej oskarżać? Dzieci zostały zabite. Dzień później przypomniała mi się Hannah Arendt – filozofka, Niemka i Żydówka; zalana falą krytyki po publikacji książki z procesu nazisty „Eichmann w Jerozolimie: rzecz o banalności zła”. Dziś to dzieło absolutnie obowiązkowe dla tych, którzy chcą dotrzeć do przyczyn zbrodni przeciwko ludzkości. Ale w jaki sposób wyjaśnia zachowanie Ulmy? Alina Bosak

Roboty nie potrzebują światła

Wrażenie jest jak z futurystycznego snu. Ktoś otwiera drzwi fabrycznej hali, a przed oczami ciemność. Słychać tylko dźwięki. Stuki, szum, metaliczne odgłosy. Błysk żarówek i już widać, skąd się ta „muzyka” bierze. Tysiąc robotów pracuje jak w szwajcarskim zegarku. Nie potrzebują do tego światła.

„Zimna wojna” – film o potężnej miłości. Dla wielu niezrozumiały

Nie wiem, skąd Paweł Pawlikowski tak dobrze wie, co siedzi w sercu i głowie kobiety, która kocha, bez wątpliwości i bezgranicznie. Musi to rozumieć, bo inaczej nie stworzyłby „Zimnej wojny” wartej nagrody w Cannes – jednego z najpiękniejszych i najsmutniejszych filmów o miłości. Zupełnie jak piosenka „Dwa serduszka, cztery oczy”, od której melodii jeszcze długo po wyjściu z kina nie można się uwolnić.

W Bieszczadach straciła troje dzieci. Jej historia wraca z książką „Hylaty”

Na początku jest tak, jak powinno być w porządnej baśni – dzielna mama ucieka wraz z dziećmi z kraju pustoszonego przez potwory. Chcą dotrzeć do pięknej i dostatniej krainy. Za siedmioma górami, za siedmioma lasami. Podróż, choć pełna niebezpieczeństw, w bajce miałaby szczęśliwe zakończenie. W tej historii jest inaczej. Nie ma wróżek, przewodnikami są złe trolle. Droga wiedzie przez ciemny i mroźny las, a za wolność trzeba zapłacić najwyższą cenę. „Hylaty” to książka oparta na faktach i to jest w niej najsmutniejsze.

Sprawa Grzegorza Przemyka – opowieść o niesprawiedliwości

Nie wiem, co gorsze: opis obdukcji Grzegorza Przemyka czy los sprawców jego śmierci. Obdukcja to dziurawe jako sito jelita, zmasakrowane narządy jamy brzusznej i dwa dni śmierci w męczarniach. Ściganie zomowców i milicjantów odpowiedzialnych za pobicie – mataczenie, setki agentów szukających innego kozła ofiarnego. Z trzech najbardziej prawdopodobnych sprawców tylko jeden skazany, ale nie siedzi, bo psychiczny. Drugi doczekał milicyjnej emerytury i odpoczywa we Włoszech, trzeci się przekwalifikował i mieszka spokojnie na Podkarpaciu. Nawet po 1989 roku nikt ich nie dopadł.