Trzeci Kossak podpadł mi przez Simonę

Głośno ostatnio o Puszczy Białowieskiej z powodu cięć, które zdaniem leśników mają być sanitarne, a zdaniem ekologów – są zbrodnią na starym lesie. Nie zamierzam tu rozstrzygać, kto ma rację, ale przy tej okazji przypomniała mi się Simona Kossak, która tę puszczę wybrała za swój dom i wolała stawać po stronie zwierząt niż ludzi. Myślę, że to wina trzeciego Kossaka.

Simona miała być czwartym Kossakiem – pisze Anna Kamińska w książce „Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak”. Biografia znanej prof. nauk leśnych i biologa ukazała się rok temu, w czerwcu 2015. Już po śmierci bohaterki, która odeszła 8 lat wcześniej. Opowieść o Simonie jest nietuzinkowa. Ile bowiem panienek z dobrych domów porzuca wytworny dom w Krakowie, by zaszyć się w puszczy, w leśniczówce bez bez prądu (przynajmniej na początku) i pozbawionej cywilizacyjnych wygód? Mało tego! Ile osób pozwoliłoby sowie latać po mieszkaniu i robić, za przeproszeniem kupy? Kto trzyma w domu dzika, który jak wiadomo, zapachów pięknych nie rozsiewa? Simona kochała życie ze zwierzętami. Jak to określiła, w pewnym momencie przeszła na ich stronę i już tam pozostała, czując, że one potrzebują kogoś, kto się za nimi wstawi i traktując jako mniej drapieżne od ludzi. Przez tę jej Dziedzinkę – jak nazywano leśniczówkę – mimo to przewinęły się tłumy tych, którzy potrafili tę filozofię zrozumieć i uszanować.

Dla ludzi, którzy boją się inności, a życie bez regulaminów wydaje się czymś niezrozumiałym, osobowości pokroju Simony, muszą wydawać się dziwaczne, szalone, ba!, nawet groźne. Tymczasem można je raczej podziwiać za odwagę życia po swojemu, odważne bronienie własnych racji, dążenie do wolności i związanego z nią poczucia szczęścia.

Postawa taka nie dziwi, kiedy przeczytać całą książkę o Simonie i to, jakie miała dzieciństwo w domu swojego ojca Jerzego – trzeciego Kossaka, który talenty do malowania koni, polowań i bitew odziedziczył po ojcu Wojciechy i dziadku Juliuszu, ale zostawił wiele dzieł tylko częściowo przez siebie namalowanych, ponieważ zatrudniał pomocników, aby robili „podmalówki”, on kończył. Dzięki takiej taśmie obrazów mógł namalować sporo i zaspokajać zachcianki swojej żony Elżbiety, pierwszej zresztą elegantki w Krakowie.

Kossakowie wyprawiali w słynnej Kossakówce wspaniałe bale, otoczeni byli tłumem przyjaciół (przynajmniej dopóki Jerzy nie umarł, zostawiając żonę bez odpowiednich środków do życia. Z zaraz po pogrzebie co niektórzy przypominali Elżbiecie Kossak, że jej mąż temu obiecał to, innemu tamto itd. Wróćmy jednak do Simony. Otóż wybaczyłabym Kossakowi te podmalówki, gdyby lepiej traktował córkę. Ale cóż czasy były, kiedy dzieci obowiązywała surowa dyscyplina i tresura.

Jak pisze Anna Kamińska: ” córki siadały do stołu w wieku siedmiu, ośmiu lat i wtedy zaczynały się uczyć dobrych manier. Wcześniej natomiast na hasło Jerzego „Dzieci, buda!”, Simona wraz z siostrą wchodziły pod stół albo znikały ojcu z pola widzenia.”

Jak podrosły i mogły siedzieć przy stole, to nie wolno im było odezwać się słowem, za to rozmawiali rodzice. Po niemiecku, by dzieci nic nie zrozumiały.

Tak oto wychowywano dzieci w porządnych kupieckich domach, tak oto też nie dziwi ucieczka Simony do Lasu. Że malować nie będzie, wiedział Jerzy po zadaniu z paletą, które jej zadał.

 

 

Related posts

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.