Myśląc o Daisy

Dziś myślałam o księżnej Daisy. Miała talię osy, która po ściągnięciu gorsetem mierzyła zaledwie 42 cm oraz siedmiometrowy sznur pereł, który podarował jej zakochany mąż.  

Na ścianie jednego z korytarzy zamku Książ wisi jej portret. Księżna, ubrana w białą suknię, a na jej szyi pyszni się sznur wspaniałych pereł. 7 metrów – bo tyle mierzył naszyjnik – dostała w prezencie od męża, Hansa Heinricha XV Hochberga, księcia pszczyńskiego, posiadacza potężnego majątku, którego wspomnieniem jest i wielki zamek, i etykieta na tyskim piwie z podobizną jednego z Hochbergów.

Perły kosztowały fortunę, ale i książę do biedaków nie należał. Majątek jego był trzecim co do wielkości w Niemczech i siódmym w Europie. Jak powiadają, zakochany książę drogocenny dar sprezentował w szczególnych okolicznościach. Podczas egzotycznej podróży wynajął poławiaczy pereł, którzy na oczach księżnej wypływali z morskich fal z cennym znaleziskiem. Potem Hans Heinrich wręczył ukochanej cały sznur rzekomo wtedy wydartych morzu pereł. Po latach ludzie opowiadali, że podczas tego widowiska jeden z poławiaczy utopił się. Na piękną Daisy miała za to spaść klątwa, a wraz z nią pasmo nieszczęść, nie wyłączając śmierci dzieci.

Perły były zbyt ciężkie, by nosić je na inne okazje niż do zdjęcia. W czasie wojny księżna miała oddać je niemal w całości hitlerowcom, by ratować uwięzionego syna. Zostawiła sobie tylko kilkadziesiąt centymetrów. A i tak, kiedy umarła, pochowano ją w potajemnym miejscu, bo cmentarne hieny już zacierały ręce na myśl, jaką wspaniałość może uda się z trumny wyciągnąć. Skutek jest taki, że do dziś nie wiadomo, gdzie słynna Daisy – bożyszcze salonów, łamaczka męskich serc i obiekt zazdrości innych dam – spoczywa.

Z tymi poławiaczami to właściwie nie wiadomo, jak było. Ale, że perły szczęścia nie przyniosły, dziś wydaje się takie oczywiste.

Related posts

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.